Sunday, July 12, 2009
"Un article intitulé "Strange Record" dans le magazine Time commençait ainsi: 'Billie Holiday est une jeune femme de couleur rondelette qui a quelque chose de mélancolique dans la voix. Elle ne se soucie pas assez de sa silhouette pour surveiller son régime alimentaire, mais elle adore chanter' ",
David Margolick, Strange Fruit, Editions Allia, Paris, 2009, p. 58.
Dear Lady Day, you might be a genius, but don't forget that for those white gentlemen ('crackers' as you used to call them), you will always remain just a black plump woman too lazy to watch her weight.
David Margolick, Strange Fruit, Editions Allia, Paris, 2009, p. 58.
Dear Lady Day, you might be a genius, but don't forget that for those white gentlemen ('crackers' as you used to call them), you will always remain just a black plump woman too lazy to watch her weight.
Monday, January 05, 2009
And a special note, for some very special readers (ils se reconnaîtront):
Excerpts from an interview of the Polish movie maker Andrzej Wajda and his wife, from last week's Polish Newsweek:
"Q: Przed rokiem 1989 odpowiedzialnosc artysty wobec spoleczenstwa byla czyms oczywistym. Po roku 1989 zostal z niej zwolniony. Czy czlowiek, ktory dzis tworzy powinien reagowac na to, co sie dzis dzieje?
A: Krystyna Zachwatowicz: Dzisiejsi artysci przedstawiaja rzeczywistosc w teatrze i w kinie, pokazujac zycie jedynie od strony najgorszego brudu. Dla nich interesujace i malownicze jest opisywanie lumpenproletariatu
[Ach, brud jest brzydki, fuj! Lumpenproletariat nie zasluguje na filmy o nim. Filmy powinno sie robic o niepokornych robotnikach, ale lepiej zeby mowili poprawna polszczyzna bez wulgaryzmow i czesto brali prysznic, no ostatecznie moga troche popic, w koncu strasznie cierpia, ale poza ekranem, bo to a. nieestetyczne b. niewychowawcze. Filmy mozna tez ostatecznie krecic o cierpiacych intelektualistach, ale tez brzydcy, bo tez pija i przeklinaja. Wystarczy obejrzec takich "Aktorow prowincjonalnych" albo "Dzien Swira" zeby sie o tym przekonac. Gdzie sie podziali ci dawni intelektualisci, ktorzy umierali za Ojczyzne (z Paryza) i mowili wierszem?]
Andrzej Wajda: Ale to nie jest ich pomysl. Zachodni filmowcy i tworcy teatralni robia to samo, tylko z wiekszym talentem.
[Ach ci wstretni Zachodni artysci, nie dosc, ze robia sztuke dla sztuki, a nie dla Ojczyzny, to jeszcze im to o zgrozo lepiej wychodzi! A fe. Wszystko, co zle zawsze przychodzi do Polski z Zachodu. Feminizm, liberalizm (ktory jest Polsce i Polakom obcy, nasz Prezydent juz to podkreslal wielokrotnie), pederasci i pedaly (a to nie to samo?!). Zupelnie jak w Iranie. Troche sie zagalopowalam, wracajmy do sztuki, bo ta notka wymaga za glebokiej wiedzy ogolnej. Trzeba znac na wyrywki przemowienia Kaczynskiego i Ahmadinezada, mojego "kolegi w blogowaniu"].
[I uwaga!!! Tu akcent belgijski, ale troche nietrafiony]. Czy historia o tym, jak rodzice sprzedaja dziecko, jest sympatyczna? A jednak ta historia z francuskiego [(sic!) tu wszyscy Belgowie, paix à leure âme, przewracaja sie w grobach] filmu bardzo mnie poruszyla. Dzieki niej dostrzegam inny swiat.
[Alez fu! To dopiero historia o lumpenproletariacie. I nie rodzice sprzedaja dziecko, tylko mlody ojciec, ktory prawdopodobnie nie byl nigdy kochany, nikt sie nim nigdy nie opiekowal i sie o niego nie troszczyl, wiec nie zdaje sobie od razu dobrze sprawy z tego, co to jest dziecko. Nie mial tego ustrojstwa w brzuchu przez 9 miesiecy, nie zdazyl sie przywiazac. Dla mnie tez dziecko to dosc abstrakcyjne pojecie, moge sie utozsamiac. No dobra, sprzedac bym nie sprzedala, ale nigdy nawet nie trzymalam noworodka na rekach, nie wiem jak one dzialaja i prawde powiedziawszy to raczej mnie przerazaja. Cala ta odpowiedzialnosc. Znowu bredze, wrocmy do meritum].
Na czym polega slabosc naszej sztuki? [Och, co za skomnosc, teraz Wielki Rezyser Pan Wajda Wam wytlumaczy jak sie robi sztuke, prawdziwa, nie zadne wspolczesne badziewie]. Gdy kiedys robilismy filmy, mielismy wsparcie w literaturze. Nasi przyjaciele pisarze^[co to za protekcjonalizm?! Nasi przyjaciele to sa czworonodzy] walczyli o obraz wojennej przeszlosci. Dzisiejsi tworcy potraktowali wolnosc jako jedyna ewentualnosc, to znaczy postanowili opowiadac tylko o sobie.
[Czy to nie naturalna kolej rzeczy, ze po wojnie jedno, dwa (trzy, zalezy od wojny) pokolenia ja ciagle przezywaja i miedla, Barbusse, Ernst Jünger, a potem przychodzi jazz, introspekcja, tematy spoleczne, Vian. Nie wiem, nie znam sie na tym. Czy nie najlepiej pokazuje sie to, co sie zna? Wajda tez mowil o sobie, o swoim pokoleniu, o ludziach, ktorzy mieli podobne przezycia. Przeciez kiedy mowi "nasi przyjaciele pisarze" to mowi wlasnie o pisarzach ze swojego pokolenia, o podobnej wrazliwosci, a nie o Maslowskiej].
Dawniej artysci mieli jakies obowiazki , musieli przemycac ideowe przeslania.
[Dawniej, to znaczy za czasow Pana Wajdy jak rozumiem, bo podejrzewam, ze Rimbaud i Verlaine, kiedy sie upijali absyntem, a potem wylewali z siebie jakies bazgroly o niespelnionej milosci to raczej mieli w dupie swoj obowiazek patriotyczny. Czy malujac jakies potworne portrety po kokainie Witkacy przemycal ideowe przeslanie? Ze niby koks zmienia stany swiadomosci?]
Dzis twierdza, ze nie musza nic, poza odkrywaniem wlasnej duszy. To byloby bardzo piekne, gdyby bylo ciekawe [No zalezy jeszcze jaka sie ma dusze]".
No i tak dalej. Wywiad ten chowam do szufladki, w ktorej mam juz "proza i teatr Maslowskiej sa obrzydliwe i wulgarne" oraz ""33. sceny z zycia" Szumowskiej sa niewartosciowe, bo tylko rzygaja i przeklinaja". A fu, jaki ten swiat brzydki i zle wychowany, nie ma juz swietosci, mlodziez stoi tylko, patrzy spode lbe, nie powie dzien dobry i trzyma rece w kieszeniach.
Excerpts from an interview of the Polish movie maker Andrzej Wajda and his wife, from last week's Polish Newsweek:
"Q: Przed rokiem 1989 odpowiedzialnosc artysty wobec spoleczenstwa byla czyms oczywistym. Po roku 1989 zostal z niej zwolniony. Czy czlowiek, ktory dzis tworzy powinien reagowac na to, co sie dzis dzieje?
A: Krystyna Zachwatowicz: Dzisiejsi artysci przedstawiaja rzeczywistosc w teatrze i w kinie, pokazujac zycie jedynie od strony najgorszego brudu. Dla nich interesujace i malownicze jest opisywanie lumpenproletariatu
[Ach, brud jest brzydki, fuj! Lumpenproletariat nie zasluguje na filmy o nim. Filmy powinno sie robic o niepokornych robotnikach, ale lepiej zeby mowili poprawna polszczyzna bez wulgaryzmow i czesto brali prysznic, no ostatecznie moga troche popic, w koncu strasznie cierpia, ale poza ekranem, bo to a. nieestetyczne b. niewychowawcze. Filmy mozna tez ostatecznie krecic o cierpiacych intelektualistach, ale tez brzydcy, bo tez pija i przeklinaja. Wystarczy obejrzec takich "Aktorow prowincjonalnych" albo "Dzien Swira" zeby sie o tym przekonac. Gdzie sie podziali ci dawni intelektualisci, ktorzy umierali za Ojczyzne (z Paryza) i mowili wierszem?]
Andrzej Wajda: Ale to nie jest ich pomysl. Zachodni filmowcy i tworcy teatralni robia to samo, tylko z wiekszym talentem.
[Ach ci wstretni Zachodni artysci, nie dosc, ze robia sztuke dla sztuki, a nie dla Ojczyzny, to jeszcze im to o zgrozo lepiej wychodzi! A fe. Wszystko, co zle zawsze przychodzi do Polski z Zachodu. Feminizm, liberalizm (ktory jest Polsce i Polakom obcy, nasz Prezydent juz to podkreslal wielokrotnie), pederasci i pedaly (a to nie to samo?!). Zupelnie jak w Iranie. Troche sie zagalopowalam, wracajmy do sztuki, bo ta notka wymaga za glebokiej wiedzy ogolnej. Trzeba znac na wyrywki przemowienia Kaczynskiego i Ahmadinezada, mojego "kolegi w blogowaniu"].
[I uwaga!!! Tu akcent belgijski, ale troche nietrafiony]. Czy historia o tym, jak rodzice sprzedaja dziecko, jest sympatyczna? A jednak ta historia z francuskiego [(sic!) tu wszyscy Belgowie, paix à leure âme, przewracaja sie w grobach] filmu bardzo mnie poruszyla. Dzieki niej dostrzegam inny swiat.
[Alez fu! To dopiero historia o lumpenproletariacie. I nie rodzice sprzedaja dziecko, tylko mlody ojciec, ktory prawdopodobnie nie byl nigdy kochany, nikt sie nim nigdy nie opiekowal i sie o niego nie troszczyl, wiec nie zdaje sobie od razu dobrze sprawy z tego, co to jest dziecko. Nie mial tego ustrojstwa w brzuchu przez 9 miesiecy, nie zdazyl sie przywiazac. Dla mnie tez dziecko to dosc abstrakcyjne pojecie, moge sie utozsamiac. No dobra, sprzedac bym nie sprzedala, ale nigdy nawet nie trzymalam noworodka na rekach, nie wiem jak one dzialaja i prawde powiedziawszy to raczej mnie przerazaja. Cala ta odpowiedzialnosc. Znowu bredze, wrocmy do meritum].
Na czym polega slabosc naszej sztuki? [Och, co za skomnosc, teraz Wielki Rezyser Pan Wajda Wam wytlumaczy jak sie robi sztuke, prawdziwa, nie zadne wspolczesne badziewie]. Gdy kiedys robilismy filmy, mielismy wsparcie w literaturze. Nasi przyjaciele pisarze^[co to za protekcjonalizm?! Nasi przyjaciele to sa czworonodzy] walczyli o obraz wojennej przeszlosci. Dzisiejsi tworcy potraktowali wolnosc jako jedyna ewentualnosc, to znaczy postanowili opowiadac tylko o sobie.
[Czy to nie naturalna kolej rzeczy, ze po wojnie jedno, dwa (trzy, zalezy od wojny) pokolenia ja ciagle przezywaja i miedla, Barbusse, Ernst Jünger, a potem przychodzi jazz, introspekcja, tematy spoleczne, Vian. Nie wiem, nie znam sie na tym. Czy nie najlepiej pokazuje sie to, co sie zna? Wajda tez mowil o sobie, o swoim pokoleniu, o ludziach, ktorzy mieli podobne przezycia. Przeciez kiedy mowi "nasi przyjaciele pisarze" to mowi wlasnie o pisarzach ze swojego pokolenia, o podobnej wrazliwosci, a nie o Maslowskiej].
Dawniej artysci mieli jakies obowiazki , musieli przemycac ideowe przeslania.
[Dawniej, to znaczy za czasow Pana Wajdy jak rozumiem, bo podejrzewam, ze Rimbaud i Verlaine, kiedy sie upijali absyntem, a potem wylewali z siebie jakies bazgroly o niespelnionej milosci to raczej mieli w dupie swoj obowiazek patriotyczny. Czy malujac jakies potworne portrety po kokainie Witkacy przemycal ideowe przeslanie? Ze niby koks zmienia stany swiadomosci?]
Dzis twierdza, ze nie musza nic, poza odkrywaniem wlasnej duszy. To byloby bardzo piekne, gdyby bylo ciekawe [No zalezy jeszcze jaka sie ma dusze]".
No i tak dalej. Wywiad ten chowam do szufladki, w ktorej mam juz "proza i teatr Maslowskiej sa obrzydliwe i wulgarne" oraz ""33. sceny z zycia" Szumowskiej sa niewartosciowe, bo tylko rzygaja i przeklinaja". A fu, jaki ten swiat brzydki i zle wychowany, nie ma juz swietosci, mlodziez stoi tylko, patrzy spode lbe, nie powie dzien dobry i trzyma rece w kieszeniach.
" 'You want me to go on a deal with you?'
I stared across the pool table at Bubba as some heathen chose a Smiths song on the jukebox. I hate the Smiths. I'd rather be tied to a chair and forced to listen to a medley of Suzanne Vega and Natalie Merchant songs while performance artists hammered nails through their genitalia in front of me than listen to thirty seconds of Morrissey and the Smiths whine their art-school angst about how they are human and need to be loved. Maybe I'm a cynic, but if you want to be loved, stop whining about it and you might just get laid, which could be a promising first step",
Dennis Lehane, Gone, Baby, Gone, London, Bantam Books, 1998, pp. 324-325.
Découvrez The Smiths!
I stared across the pool table at Bubba as some heathen chose a Smiths song on the jukebox. I hate the Smiths. I'd rather be tied to a chair and forced to listen to a medley of Suzanne Vega and Natalie Merchant songs while performance artists hammered nails through their genitalia in front of me than listen to thirty seconds of Morrissey and the Smiths whine their art-school angst about how they are human and need to be loved. Maybe I'm a cynic, but if you want to be loved, stop whining about it and you might just get laid, which could be a promising first step",
Dennis Lehane, Gone, Baby, Gone, London, Bantam Books, 1998, pp. 324-325.
Découvrez The Smiths!
Saturday, November 22, 2008
Dancing on Warsaw's rooftops:
PS: Dla dobrze zorientowanych - czy to sa muzycy z Muzykoterapii (np. wydaje mi sie, ze poznalam w tym teledysku Ize Kowalewska, ale moze mi sie tylko tak wydaje). W kazdym badz razie chyba bede musiala nabyc (droga kupna) nowe wydanie plyty Pinnaweli (czego bym nie zrobila for the sake of Polish music).
It ain't Manchester baby. Actually I think that's part of what Rotofobia calls (literally) "Warsaw's indie music movement" on their myspace. Not even 'scene', but 'movement'. God, does this movement have a charismatical leader?
Two Klaxons and an oldie in a baseball cap (przepraszam Arkus, mam nadzieje, ze to nie zakrawa o dyskryminacje osob starszych). I like them, they even have a song called "Warszawa". No, glosujcie na nich na liscie przebojow radiowej Trojki :)
http://www.rotofobia.com/ or www.myspace.com/rotofobia
PS: Dla dobrze zorientowanych - czy to sa muzycy z Muzykoterapii (np. wydaje mi sie, ze poznalam w tym teledysku Ize Kowalewska, ale moze mi sie tylko tak wydaje). W kazdym badz razie chyba bede musiala nabyc (droga kupna) nowe wydanie plyty Pinnaweli (czego bym nie zrobila for the sake of Polish music).
It ain't Manchester baby. Actually I think that's part of what Rotofobia calls (literally) "Warsaw's indie music movement" on their myspace. Not even 'scene', but 'movement'. God, does this movement have a charismatical leader?
Two Klaxons and an oldie in a baseball cap (przepraszam Arkus, mam nadzieje, ze to nie zakrawa o dyskryminacje osob starszych). I like them, they even have a song called "Warszawa". No, glosujcie na nich na liscie przebojow radiowej Trojki :)
http://www.rotofobia.com/ or www.myspace.com/rotofobia
Tuesday, November 18, 2008
Fragmenty wywiadu z Dorota Maslowska, ktory ukazal sie wczoraj w Duzym Formacie Gazety Wyborczej:
"Nieoczekiwanie spadł na ciebie deszcz łask ze strony tych, którzy cię do tej pory nie poważali. Wystarczyło, że napisałaś sztukę o tym, że gehenna wojenna ma wpływ na najmłodsze pokolenia Polaków, a już konserwa wzięła cię za swoją. [...]
D.M.: Najbardziej zastanawia mnie, że coś myślę, coś robię, ale i tak to dopiero różni panowie muszą ustalić między sobą, co ja naprawdę myślę i robię. [...]
Główna myśl, jaka mi się przewijała, kiedy pisałam tę sztukę, to to, że niesiemy nie swoje traumy. Że my pokolenie internetu zostaliśmy wychowani przez osoby, które widziały człowieka od wewnątrz. Mam na myśli flaki. [...] dlaczego myślimy tyle rzeczy, których naprawdę nie myślimy. Kto nam je wprawił w głowę? [...] Ja nawet nie wiem, czy jestem wierząca, a moje myślenie jest tak tym przeżarte, że nawet tego nie zauważam. [...]
[O pozostalosciach po poprzednim ustroju] Może to się za nami wlecze - ta kara, która się nie dokonała. Nieskonsumowana nienawiść, która na czas się nie wyładowała. Możliwe, że tak jest.
[...] Odpowiem tak: jeśli człowiekowi z mojego czy twojego pokolenia zdarzy się, że w tragiczny sposób umiera bliska mu osoba, jeśli zostaje zgwałcony, skrzywdzony, napadnięty, to to jest zdarzenie graniczne, trauma tworząca wyrwę, którą zasypuje się potem całe życie. Ludzie dzisiaj leczą się z tego, że w 1988 tata na mnie krzywo spojrzał. Dla pokolenia pana Rymkiewicza śmierć, gwałt, masakra to upiorna norma, niezbyt oryginalny pakiet. O tym właśnie piszę, że żyjemy tu obok siebie z tak różnymi perspektywami na rzeczy. [...]
Nie kłam, że jesteśmy takim samym krajem zachodnim jak inne i że jak przylepimy jeszcze więcej billboardów i wybudujemy jeszcze więcej szklanych wieżowców, to będzie już zupełnie tak jak w Londynie, bo nie będzie".
Jezu, jak ja sie z tym identyfikuje.
"Nieoczekiwanie spadł na ciebie deszcz łask ze strony tych, którzy cię do tej pory nie poważali. Wystarczyło, że napisałaś sztukę o tym, że gehenna wojenna ma wpływ na najmłodsze pokolenia Polaków, a już konserwa wzięła cię za swoją. [...]
D.M.: Najbardziej zastanawia mnie, że coś myślę, coś robię, ale i tak to dopiero różni panowie muszą ustalić między sobą, co ja naprawdę myślę i robię. [...]
Główna myśl, jaka mi się przewijała, kiedy pisałam tę sztukę, to to, że niesiemy nie swoje traumy. Że my pokolenie internetu zostaliśmy wychowani przez osoby, które widziały człowieka od wewnątrz. Mam na myśli flaki. [...] dlaczego myślimy tyle rzeczy, których naprawdę nie myślimy. Kto nam je wprawił w głowę? [...] Ja nawet nie wiem, czy jestem wierząca, a moje myślenie jest tak tym przeżarte, że nawet tego nie zauważam. [...]
[O pozostalosciach po poprzednim ustroju] Może to się za nami wlecze - ta kara, która się nie dokonała. Nieskonsumowana nienawiść, która na czas się nie wyładowała. Możliwe, że tak jest.
[...] Odpowiem tak: jeśli człowiekowi z mojego czy twojego pokolenia zdarzy się, że w tragiczny sposób umiera bliska mu osoba, jeśli zostaje zgwałcony, skrzywdzony, napadnięty, to to jest zdarzenie graniczne, trauma tworząca wyrwę, którą zasypuje się potem całe życie. Ludzie dzisiaj leczą się z tego, że w 1988 tata na mnie krzywo spojrzał. Dla pokolenia pana Rymkiewicza śmierć, gwałt, masakra to upiorna norma, niezbyt oryginalny pakiet. O tym właśnie piszę, że żyjemy tu obok siebie z tak różnymi perspektywami na rzeczy. [...]
Nie kłam, że jesteśmy takim samym krajem zachodnim jak inne i że jak przylepimy jeszcze więcej billboardów i wybudujemy jeszcze więcej szklanych wieżowców, to będzie już zupełnie tak jak w Londynie, bo nie będzie".
Jezu, jak ja sie z tym identyfikuje.
Monday, November 10, 2008
They want to be better than CocoRosie, I prefer them to CocoRosie. The lyrics of this song are Broniewski's poem Ballady i Romanse. I found an English translation on the web, hope it's good, don't have the time to check it thou ... thourou ... damn! ... thoroughly now.
Ballady i Romanse
Is it Kate Bush? No, that's Gaba Kulka!
Ballady i Romanse
Is it Kate Bush? No, that's Gaba Kulka!
Sunday, November 09, 2008
"Dry your eyes mate, there's plenty other fish in the sea".
Good all Streets. I've remembered that there's always a Joni Mitchell/The Streets' (as opposed to an Elvis Presley/The Beatles', I'm not my grandma) song describing what I feel/what happened to me (I am neither Che Guevara nor Barack Obama, usually any drama that I experience has already been experienced before by someone else and described better than I could ever imagine to do by predecessors :).
That brings me to the (probably) best no-bullshit clip that I ever saw, a moving snapshot (yes, I know that's a contradiction) of Mike Skinner's journey through Europe. The music is unbearably overproduced and what an ugly pair of pink shorts :)
Good all Streets. I've remembered that there's always a Joni Mitchell/The Streets' (as opposed to an Elvis Presley/The Beatles', I'm not my grandma) song describing what I feel/what happened to me (I am neither Che Guevara nor Barack Obama, usually any drama that I experience has already been experienced before by someone else and described better than I could ever imagine to do by predecessors :).
That brings me to the (probably) best no-bullshit clip that I ever saw, a moving snapshot (yes, I know that's a contradiction) of Mike Skinner's journey through Europe. The music is unbearably overproduced and what an ugly pair of pink shorts :)
Thursday, November 06, 2008
„Today almost half of the world’s population lives on under $2 per day. Utilitarian ethicist Peter Singer reminds us that the average US or EU citizen could raise at least a dozen of these people out of their destitution simply by reducing personal consumption by 20 per cent and giving the money to Oxfam or UNICEF”.
MURPHY, C. N., “Global Governance: Poorly Done and Poorly Understood”, dans International Affairs, octobre 2000, vol. 76, n°4, p. 791.
For you, to meditate.
And for you to do dance to:
Euh, can't find the Police song from which this De La Soul song contains a sample. Help?
MURPHY, C. N., “Global Governance: Poorly Done and Poorly Understood”, dans International Affairs, octobre 2000, vol. 76, n°4, p. 791.
For you, to meditate.
And for you to do dance to:
Heard that sample? Yes, of course you did, not so long ago:
And previously, you have heard it here, where you heard also that (at 2:13) (see underneath):
Euh, can't find the Police song from which this De La Soul song contains a sample. Help?
Subscribe to Posts [Atom]
